Kto wynalazl teleskop?  

     

W mrocznych wiekach Sredniowiecza nauka byla podporzadkowana Kosciolowi, jej jedynym zadaniem mialo byc potwierdzanie slów zawartych w Pismie Swietym, wiedza pelnic miala wylacznie sluzebna role wobec religii. Glównym oredownikiem tej koncepcji byl Tomasz z Akwinu, co wydaje sie tym dziwniejsze, iz jego nauczyciel - Albert Wielki [graf von Bollstädt] paral sie badaniami zupelnie nie przystajacymi do chrzescijanskiego wyobrazenia o powinnosciach naukowca. Zanim przejdziemy do sedna sprawy pozwole sobie, dla ubarwienia artykulu, opowiedziec pewna historie dotyczaca tych dwóch postaci: Albertusa Magnusa i jego ucznia Tomasza.

 

Klasztorne laboratorium Alberta, biorac pod uwage ciemnote umyslowa ówczesnych, musialo rzeczywiscie budzic groze braci zakonnych, którzy przechodzac w poblizu miejsca pracy 'doctora universalis' kreslili reka znak krzyza. Jego zajecia budzily przerazenie, nic wiec dziwnego, ze w starych ksiegach mozemy przeczytac: Zdaje sie, iz wielu nie moglo oprzec sie przekonaniu, jakoby Albertus... mial na uslugach Szatana. W tych wlasnie dawnych zapiskach odnajdujemy nastepujaca historie:

Tomasz, który od dawna z ogromna ciekawoscia sledzil poczynania swego tajemniczego nauczyciela, znalazl sie kiedys przypadkiem w poblizu jego budzacej groze celi. Spostrzeglszy, ze nie ma w niej Alberta, postanowil skorzystac z okazji i zbadac wnetrze niesamowitej komnaty. Z ogromnym lekiem ogladal wszystkie osobliwe sprzety i zjawiska, które go otaczaly. A kiedy juz chcial wyjsc, jakas nieprzezwyciezona sila przytrzymala go w celi... Trzesac sie ze strachu i zwatpienia ujrzal nagle przecudnej urody istote, która usilowala uwiesc go, omamic jego zmysly. Nie mógl oderwac od niej wzroku. Ale kiedy z tej zagadkowej postaci wydobyl sie glos niczym nie przypominajacy ludzkiego... ,pojal, ze to Ksiaze Podziemi za pomoca owego czarodziejskiego zjawiska prowadzi z nim szatanska gre i niemal stracil przytomnosc. Tomasz krzyczac nieustannie apage, satanas rzucil sie na postac i wreszcie obalil ja na ziemie. Wówczas otwarly sie drzwi i stanal w nich wzburzony Albertus - z czystej niewiedzy jego uczen zniszczyl dzielo zycia badacza: mówiacy posag, nad którym ten pracowal 30 lat.

Dzis niemozliwe jest juz dotarcie do owego wynalazku, odnalezienie i odtworzenie dziel wielkiego Alberta, jednak nie jest to istotne w swietle tematu, który zamierzam poruszyc. Historia ta ma nam jedynie uswiadomic jak blednie podchodzono do technicznych osiagniec tylko z powodu wlasnej niewiedzy. I nie jest to cecha wylacznie odleglego w czasie Sredniowiecza, równiez i dzis przekreslamy z góry mozliwosc posiadania przez naszych przodków okreslonej wiedzy tylko dlatego, ze wydaje nam sie, iz nie mieli prawa jej posiadac. Miejcie na uwadze ten fakt czytajac ponizszy tekst.

Jednym z najwiekszych 'czarnoksiezników' wieków srednich, jak to szumnie okreslano w religijnym zaslepieniu ludzi dazacych do poznania swiata i jego tajemnic, byl Robert Bacon. Urodzil sie on okolo 1214 roku w Somerset w Anglii. Jak na owe czasy zostal wszechstronnie wyksztalcony, studiowal wszystko to, co podówczas bylo dostepne w Oxfordzie i Paryzu: filozofie, medycyne, geografie i optyke, starozytna greke, hebrajski, o znajomosci laciny nie ma nawet co wspominac. Wszystko to, jak podkreslal, by móc samodzielnie analizowac teksty biblijne, co do których podejrzewal, ze zostaly w znacznym stopniu okrojone przez koscielnych hierarchów - domyslnosc godna podziwu. Co wiecej, podobnie jak Albert Wielki oddawal sie zglebianiu tajemnic z pogranicza magii, alchemii i okultyzmu, co byloby jeszcze do przelkniecia dla papiestwa, gdyby nie ostra krytyka moralnosci ksiezy i Kosciola. Dzieki temu konfliktowi nie mozna powiedziec, ze jego zycie bylo nudne - nieustannie przed kims uciekal, raz byl na wolnosci, raz zamkniety w wieziennych celach, wszystko zaleznie od tego, czy przy wladzy znajdowal sie czlowiek doceniajacy jego geniusz, czy tez obawiajacy sie go, a powolny woli ksiezy. W 1292 roku, po 10 latach ciezkiego wiezienia zostal zwolniony po raz ostatni, by niedlugo po tym umrzec. Odszedl uczony uwazany przez sobie wspólczesnych za czarownika, sluge diabla, w rzeczywistosci wielki wizjoner na miare Leonarda da Vinci. W swych zapiskach mówil on o pojazdach poruszajacych sie bez zwierzat pociagowych i osiagajacych zawrotne predkosci, o statkach bez zagli i wiosel, wprawianych w ruch osobliwa sila, mówil wreszcie o lodziach podwodnych, wszystko na 200 lat przed wielkim Wlochem !

Bacon nie pozostal tylko teoretykiem, jedyna droge do prawdy upatrywal w praktyce, w doswiadczeniach, w eksperymentowaniu. Szczególna uwage poswiecal optyce, a dokladniej pracy nad lustrami i soczewkami. Oparl sie przy tym na osiagnieciach swojego nauczyciela w tej dziedzinie - Roberta Grosseteste, przy czym konstrukcje Roberta Bacona byly daleko bardziej nowatorskie, swiatlo pojmowal dla przykladu jako przekazywanie ruchu w czasie i, niczym Einstein, zakladal jego ograniczona i stala predkosc. Innym genialnym odkryciem bylo wykorzystanie soczewek powiekszajacych do obserwacji odleglych przedmiotów, zobaczmy zreszta, co mówil o swym dokonaniu sam Bacon:

 

I tak moglibysmy nawet z najwiekszego oddalenia odczytywac najdrobniejsze litery oraz liczyc pylki kurzu lub ziarnka piasku... Równiez Slonce, Ksiezyc i gwiazdy moglibysmy zblizyc do nas... jaki i wiele innych rzeczy, tak ze umysl czlowieka, który nie zna prawdy, nie móglby ich zniesc.

 

Slowa te wyraznie wskazuja na to, iz Robert Bacon byl w posiadaniu teleskopu. Jeszcze do niedawna takie twierdzenie byloby przez nauke wysmiane, jako ze twierdzila ona, iz urzadzenie to pojawilo sie dopiero w 1610 roku - 350 lat pózniej ! Obecnie nauka przyznala, iz Bacon dysponowal pierwszym teleskopem, przyjrzyjmy sie jednak obowiazujacej do niedawna oficjalnej wersji tego odkrycia:

Najwczesniejsze doniesienia o 'widzacym szkle' pochodza z 1608 roku, jednak nic nie wiadomo na temat czlowieka nim dysponujacego. Wiesc o niezwyklym urzadzeniu pozwalajacym obserwowac odlegle przedmioty szybko rozbiegla sie po kontynencie i wielu próbowalo sobie przypisac jego wynalezienie. Wsród nich nalezy w pierwszej kolejnosci wymienic holenderskiego optyka z Middelburga. Urodzony w Wesel w Westfalii, znany pod nazwiskiem Hans Lippershey, albo Lippersheim, naukowiec przedstawil takie urzadzenie ksieciu Moritzowi von Nassau-Oranien i niderlandzkim Stanom Generalnym. Mialo to miejsce 3 pazdziernika 1608 roku, a przyrzad zostal ochrzczony mianem 'kijkglas', a zachwalano jego przydatnosc w... wojsku. Domniemany wynalazca nie otrzymal jednak niczego, a to dlatego, ze teleskop byl juz za bardzo znany - juz 15 dni pózniej z podobna 'nowoscia' zglosil sie astronom Jakub Metius.

Proponuje zgrupowac 'odkrywców' z czasów nam blizszych, a potem zaglebimy sie jeszcze dalej w przeszlosc usilujac dociec prawdy. Mamy wiec nastepujacych wynalazców:

 

·          Jakub Metius [1671-1653], który 17 pazdziernika 1608 roku przedstawil model teleskopu niderlandzkiemu rzadowi.

·          Zachariasz Jansen [?-1619], obserwujac swe dzieci bawiace sie soczewkami wpada na pomysl...

·          Hans Lippershey [1570-1619], którego juz poznalismy.

·          Baptysta Porta [1543-1615], autor wielu nowatorskich doswiadczen z soczewkami.

·          Hieronim Fracastorius [1483-1553], eksperymentuje z nakladanymi na siebie soczewkami.

·          Leonardo da Vinci [1452-1519], który opisuje budowe rury do patrzenia i jej zastosowanie.

·          Roger Bacon [1214-1292], którego blizej juz przedstawilem.

 

Czy byl ktos wczesniej? Smialo mozna powiedziec, ze tak i wymienic francuskiego alchemika Gerberta d'Aurillac [920-1003], który co ciekawe zostal wybrany papiezem i przyjmujac imie Sylwestra II potepiajacego, jak kazala doktryna koscielna, wszystkich parajacych sie wlasnie... alchemia. Wszystko to 200 lat przed Baconem.

Obecnie teleskop nieodparcie kojarzy nam sie z obserwacjami gwiazd, planet itd. Tymczasem wielu z 'twórców' urzadzenia przewidzialo dla niego zupelnie inne, 'przyziemne' zastosowania, jak chocby Lippershey - obserwacje militarne. Pierwszym, który 'oficjalnie' skierowal teleskop w niebo byl Galileo Galilei, czyli Galileusz. Pisze on w swej rozprawie Poslaniec Gwiazd: Pozostaje jeszcze wyjasnic i zakomunikowac swiatu, co wedlug mnie jest najwazniejsze w pózniejszej pracy, a mianowicie okolicznosci, w jakich odkrylem cztery planety, których od poczatku swiata az do tej pory nikt jeszcze nie widzial.

Chodzi tu oczywiscie o cztery najwieksze ksiezyce Jowisza: Io, Callisto, Europe i Ganimedesa, zwane do dzis ksiezycami galileuszowymi. Wloch z duma oswiadcza, ze jest pierwszy... Czy aby na pewno?

7 stycznia 1610 roku Galileusz zaobserwowal przez swa skromna lunetke 3 malutkie gwiazdki w sasiedztwie Jowisza, pare dni pózniej - jeszcze jedna. Gwiazdki poruszaly sie niezwykle szybko, zmieniajac swoja pozycje w ciagu zaledwie kilku sekund, z czego astronom wysnul wniosek, iz musza one obiegac gigantyczna planete stanowiac miniature heliocentrycznego modelu Wszechswiata, który zaprzatal podówczas umysly wszystkich. Galileusz obserwowal tez powierzchnie ksiezyca z jego górami, kraterami i dolinami, widzial sierpowata Wenus oraz zóltego olbrzyma - Saturna - z zagadkowymi uszami, które zdawaly sie byc do niego doczepione [chodzi oczywiscie o pierscienie], wreszcie obserwowal Droge Mleczna, która uznal za zbiór nieskonczonej ilosci nieskonczenie odleglych gwiazd.

Bez watpienia odkrycia te byly w owych czasach czyms niezwyklym, ale trzeba tu podkreslic wyraznie, ze byla to nowosc w OWYCH CZASACH i bynajmniej nie mysle tu o terazniejszosci mówiac, iz wszystko to bylo dla innych oczywistoscia. Jeden z najwiekszych filozofów greckich, który co ciekawe bardziej interesowal sie kwestia budowy swiata i materii - Demokryt, autor okreslenia 'atom', pisal wyraznie, ze mgliste swiatlo bijace od wstegi Drogi Mlecznej pochodzi od niezliczonych ilosci nieskonczenie odleglych gwiazd, których blask wlasnie z powodu odleglosci zlewa sie w jednolita blada poswiate. Czyli Grek twierdzil dokladnie to samo, co Wloch - tyle, ze wczesniej, dwa tysiace lat wczesniej ! Pozostaje pytanie, czy doszedl do tego wylacznie dzieki wlasnej wyobrazni rozbudzonej dzialaniem mlodego wina ?

Pora na kolejne pytanie, równie kontrowersyjne. A chodzi o uczciwosc nikogo innego, jak Mikolaja Kopernika ! W pierwszym rekopisie swego najwiekszego dziela O obrotach sfer niebieskich wspomina on, ze juz na dlugo przed nim starozytny medrzec Arystach z Samos umiejscowil Slonce w centrum Kosmosu, a wszelkie planety, wlacznie z Ziemia krazace wokól niego. Jednakze na prózno tego szukac w wersji oddanej do druku - tuz przed smiercia astronom wykreslil wszelkie uwagi o wiedzy starozytnych i cala zasluge przypisal sobie !

Do dzisiejszych czasów przetrwala jedynie niewielka czesc pism Arystacha, istnieja natomiast liczne wiarygodne zródla wspominajace o heliocentrycznej teorii tego filozofa. Pozostaje pytanie, skad Grecy dysponowali takimi danymi? Czy dotarli do tej wiedzy sami dysponujac odpowiednimi urzadzeniami optycznymi? A moze tez skorzystali z dorobku innych cywilizacji, jak to mialo miejsce w przypadku zacmien Slonca, które Grecy 'przepisali' z sumeryjskich tabel astronomicznych?

W 1884 roku we wschodniej czesci miasta Tanis w Egipcie, w czasie prac archeologicznych w starej swiatyni, angielski egiptolog sir Flinders Petrie [slawny dzieki odkryciom w Tell-el-Amarna] natrafil na kawalek szkla, który okazal sie stara soczewka - z jednej strony wypukla, z drugiej idealnie plaska. Niby nic niezwyklego, ale pamietajmy, ze soczewki pojawily sie, jesli pominac sredniowiecznych 'czarnoksiezników' dopiero na przelomie XVI i XVII wieku ! Co wiecej, soczewka z Tanisu okazala sie wrecz idealnie oszlifowana, w sposób zadziwiajaco dokladny nawet dla XIX-wiecznych badaczy. Zobaczmy, co napisal archeolog:

 

 Kilka soczewek znaleziono kiedys w pracowni grawerskiej w Pompei, slyszalem równiez, ze zdarzylo sie to juz razem w Egipcie, ale tutejsze znalezisko jest tak niezwykle, ze musze wytlumaczyc, czemu uwazamy je za soczewke. Otóz przedmiot ten zostal wykonany z bezbarwnego, wyjatkowo przezroczystego szkla i dwustronnie, dokladnie oszlifowany. Jedynym celem, do którego móglby sluzyc, byloby przystrojenie pancerza lub zrobienie z niego jakiejs innej ozdoby, ale wtedy zostalby, jak sadze, zabarwiony, by móc imitowac granat lub szmaragd.

 

Typowa naukowa ignorancja, która nie dopuszcza mozliwosci zlamania skostnialych i zupelnie nieprzystajacych do rzeczywistosci i faktów naukowych twierdzen. To szukanie na sile najbardziej nawet idiotycznego rozwiazania, choc prosta, logiczna i, jak sie wydaje, sluszna odpowiedz jest tak oczywista. Ale oczywiscie nie miesci sie w domku z kart zbudowanym przez egiptologów... Soczewka z Tanisu ma 7 centymetrów srednicy, jej wielkosc, ksztalt, jakosc szlifów, brak zabarwienia calkowicie wykluczaja mozliwosc innego zastosowania, niz w optyce - jeszcze dzis moglaby z powodzeniem znalezc zastosowanie w pól-profesjonalnym sprzecie do obserwacji nieba. Jej wiek specjalisci okreslili na 200 lat pne, czyli mniej wiecej w czasach, gdy w Grecji swiecily triumfy prace dowodzace zadziwiajacej wiedzy astronomicznej starozytnych. Przypadek?

Nalezy w tym miejscu zaznaczyc jeszcze inne fakty, których istnienie, jako wykraczajacych poza ramy tego skrótowego opracowania, moge jedynie zasygnalizowac. Po pierwsze takich soczewek jest znacznie wiecej, o czym wspomina nawet sam Petrie, który nawiasem mówiac znalazl w tym samym miejscu, co poprzednio kolejny taki przedmiot, a raczej jego fragment. Wiele z tych znalezisk liczy sobie znacznie wiecej lat niz soczewka z Tanisu, a pamietac tez nalezy, ze dotychczas zawsze datowania archeologiczne okazywaly sie mocno zanizone i w rzeczywistosci znaleziska te [które jako nieorganiczne nie moga byc datowane metoda radioaktywnego wegla 14C, która nawiasem mówiac jest wogóle niepewna] moga byc znacznie starsze. W 1852 roku archeolog Charles Brewster zademonstrowal soczewke wykonana z krysztalu górskiego, a pochodzaca z Niniwy, zas w innym mezopotamskim miescie - Nimrud znaleziono soczewke, której wiek okreslono na 3000 lat. Przykladów doskonalosci starozytnych szlifów jest zas znacznie wiecej, niz soczewek, zeby wspomniec chocby 12 krysztalowych czaszek z Ameryki Srodkowej. Druga sprawa to kwestia heliocentrycznego modelu budowy ukladu slonecznego. Wspominam tu jedynie o wiedzy Greków, zaznaczajac, iz moze ona pochodzic z Bliskiego Wschodu i Egiptu. Tymczasem dowodów na to, iz dawni ludzie 'kazali' planetom kazano krazyc wokól Slonca jest wiele. Poczawszy od osiagniec wysoko rozwinietych kultur, którzy w ukladzie swych swiatyn zakodowali ta wiedze [najlepszym przykladem jest Droga Zmarlych z Teotihuacan bedaca kompletnym modelem ukladu slonecznego z wszystkimi (!) planetami], a skonczywszy na prymitywnych kulturach, których jedyna pozostaloscia sa malowidla i konstrukcje typu pólnocnoamerykanskich 'medicine wheel's' - przedstawiajace heliocentryczna budowe ukladu planetarnego.

Jeszcze wiekszy szok moze wywolac majaca 4 tysiace lat babilonska pieczec rolkowa, która przedstawia planete Wenus [obok wizerunku zwiazanej z nia bogini Myllity] w postaci sierpa, która to mozna zaobserwowac jedynie za pomoca odpowiedniego sprzetu optycznego. Inna zas plaskorzezba pokazuje boga Nisrocha - odpowiednika Saturna lewitujacego wewnatrz... kregu ! To znacznie wieksza wiedza, niz ta która posiadal Galileusz piszacy o 'uszach' przyczepionych do planety. Co wiecej Babilonczycy [a zapewne i wczesniejsi Sumerowie] wiedzieli, ze pierscienie wokól zóltego olbrzyma okresowo zmieniaja swój ksztalt, a nawet czasami znikaja stajac sie niemozliwymi do obserwacji, a takze ze pojawiaja sie wokól tej planety dodatkowe gwiazdy - ksiezyce ! Identyczne zjawisko obserwowal pod koniec 1608 roku Gelileo Galilei, jednak nie mial pojecia, co sie dzieje; oto co pisal: Cóz mozna powiedziec o tej osobliwej przemianie ? Czyzby dwie mniejsze gwiazdy zostaly 'zjedzone' ? Czyzby Saturn polknal ostatecznie wlasne dzieci ? Gdy pierscienie staly sie ponownie widoczne stwierdzil, ze planeta 'wyplula' swoich towarzyszy. Wielki astronom odwolal sie tu do greckiego mitu o Kronosie pozerajacym wlasne dzieci. Nie dostrzegl jednak w nim glebszego sensu - juz grecy w zaraniu swojej cywilizacji posiadali informacje o zjawiskach astronomicznych zachodzacych wokól Saturna, które zachowaly sie w ich mitologii.

Pozostaje pytanie, czy wszystko to rzeczywiscie wymagalo teleskopu ? Sceptycy [czytaj - naukowcy] moga wymyslac coraz to nowe bzdury o tym, ze dawniej niebo bylo czystsze, bo bez zanieczyszczen, ze nasi przodkowie mieli lepszy wzrok, ze patrzyli godzinami w niebo nie majac nic lepszego do roboty i musieli sie w koncu czegos dopatrzyc, ze patrzyli w glab studni (!), które dzialaly ponoc jak naturalne teleskopy... Czlowiek jest w stanie przystac na kazdy kretynizm by nie musiec sie przyznac do wlasnej pomylki. Jakiekolwiek zawile tlumaczenia nie zmienia jednak faktu, ze juz najmniej 2, 3 tysiace lat przed domniemanym 'odkryciem' teleskopu ludzie dysponowali technicznymi mozliwosciami do obserwacji nieba i korzystali z nich w sposób zadziwiajacy nawet wspólczesnych, zeby przypomniec tylko cykle astronomiczne Majów idace w biliony lat ! I chcialbym tu podkreslic wyraznie slowo NAJMNIEJ, bo moim zdaniem wiedza ta jest znacznie starsza.

Zainteresowanym wprost niewiarygodna wiedza astronomiczna starozytnych polecam inny mój artykul dostepny w serwisie "Czas Bogów". Tekst nosi tytul Enuma Elisz i opowiada o babilonskim eposie zawierajacym cala historie powstania naszego ukladu slonecznego.

na podstawie: Andreas von Retyi - "Nie jestesmy sami"